Zwykle gdy spotkam się z narzeczonymi zachęcam ich do opowiedzenia o swoich wspólnych pasjach aby wykorzystać ten motyw podczas sesji w plenerze. Ostatnio miałem przyjemność fotografować Kasię i Marcina w Urzędzie Stanu Cywilnego na warszawskim Ursynowie. Uroczystość była bardzo kamerlna, rodzinna i elegancka. Wszyscy oczekiwali na wejście do sali ślubów w ogromnym napięciu gdy nagle zza drzwi dobiegły dziwne dźwięki – tak jakby rodem z filmu “Pan samochodzik i templariusze” z odcinka “Wybacz mi Brunhildo”. Odgłosy zza drzwi były tak niespodziewane w tym miejscu iż wywołały na początku konsternację a później niepohamowany śmiech wszystkich gości oraz Młodych. Rozwiązanie zagadki “co to za dźwięki” opublikuję wkrótce – gdy uporam się z obróbką zdjęć.
Aha.. zapomniałem co miałem tu napisać. Wracając więc do tematu: Wspólną pasja, a również zajęciem zawodowym Kasi i Marcina są dywany. Młodzi podczas pleneru wpadli spontanicznie na pomysł że pojedziemy robić zdjęcia do… sklepu z dywanami. Jak postanowili tak uczyniliśmy. Zdjęcia wyszły bardzo orginalnie. Próbkę postaram się zamieścić razem z odpowiedzią na zagadkę.
