Bardzo lubimy spotykać się z przyszłymi Parami Młodymi. Po omówieniu zagadnień jakie są celem spotkania zawsze udaje nam się porozmawiać o innych, przyjemnych rzeczach – jak starzy dobrzy znajomi. Ponieważ ja i Dominika “siedzimy” w zupełnie różnych od fotografii ślubnej branżach – ja w budowlance a żona w finansach – cały czas uczymy się marketingu “ślubnego” i czasami dochodzi do nieporozumień.
Ostatnio mieliśmy cudowne spotkanie z Anitą i Wojtkiem. Rozmawiało się szalenie miło a młodzi do tego nieprzeciętnej urody – już widzieliśmy oczyma wyobraźni te piękne zdjęcia. Niestety daliśmy ciała bo oboje przyszli Młodzi są zbyt zapracowani aby dokonywać wyboru albumu i zdjęć do niego. A my tego po prostu nie zauważyliśmy i daliśmy im “wolną rękę” w wyborze, zapominając zaznaczyć że to tylko opcja w ofercie. Jeśli ktoś chce mieć z głowy wybór albumu, czy też zdjęć do niego – to oczywiście jak najbardziej może zdać się na nasz gust i oczekiwać w spokoju efektu finalnego. A my obiecujemy ze nasze umiejętności “marketingowe” będziemy rozwijać tak, by idealnie dopasować się do potrzeb naszych przyszłych klientów.
PS: Oprócz straty klientów straciliśmy też możliwość powiększenia naszej “stajni” obiektywów o zacne szkło: 15mm f/2.8 fisheye. Obiecaliśmy sobie z Dominiką że takowe sobie sprawimy jeśli tylko trafi nam się para biorąca ślub w pewnym znanym warszawskim kościele, w któym zalety tego szkła będzie można w niesamowitym stylu wykorzystać. Nad tą stratą ubolewamy równie mocno…







