Zajechaliśmy w piątkowy wieczór do Katowic. “Skręć w lewo, skręć w prawo… jesteś u celu” mówi nawigacja… A jedyne co widzimy za oknem to mroczne uliczki Nikiszowca z przechadzającymi się grupkami dziwnie spoglądającej młodzieży… Hmm.. Gdzieś tutaj przecież jest nasz hotel… O, jest…
Podjeżdżamy pod samo wejście hotelu co by było bezpieczniej. Wysiadamy, robimy trzy kroki i… widzimy jedną wielką imprezę oraz słyszymy przekleństwa płynące z okien. Śląsk przywitał nas gorąco, ale w zbyt dosłownym tego słowa znaczeniu. :)
No nic, szukamy innego hotelu. Zrobiliśmy trzy kroki w tył i na szczęście dość spokojnym okazał się być hotelik typu “późny Gierek” stojący tuż za płotem. A ja w tym momencie obiecuję sobie że jeśli następnym razem będziemy musieli spać daleko od domu, to będę rezerwował hotele bliżej centrum. :)
Następny dzień natomiast zrekompensował nam mroczne przywitanie. O Kasi i Adamie których znaliśmy tylko przez telefon i e-mail, a którzy okazali się wspaniałą Parą Młodą napiszemy przy okazji publikacji materiału z ich Ślubu, a w tym miejscu chcemy napisać o niesamowitych Ślązakach – Kasi, Darku i Szymonie z zespołu Be Happy, z którymi tak wspaniale się gawędziło że wszystkie przerwy w pracy na weselu bardzo szybko upływały. Było o niewolnicy Isaurze ze śląskim dubbingiem, o sosnowiecko katowickich animozjach, o tym że Warszafka i Hanysy to nie bardzo (mamy nadzieję że po tej nocy zmieniliście zdanie) i o ważnych kabelkach (specjalna dedykacja dla Darka). My bawiliśmy się przednio stąd mamy nadzieję jeszcze się z Wami spotkać w równie miłych okolicznościach. :) Być może “Be Happy” zawita w Warszawie. Pozdrawiamy serdecznie!
A w niedzielny poranek Nikiszowiec wydał się jednym z najbardziej klimatycznych miejsc jakie było nam dane oglądać na Śląsku.

Nikiszowiec